Utracić kontrole to horror współczesnego człowieka.

agnieszka

Chcemy wszystko kontrolować, a siebie nade wszystko. Spotkanie z drugim jest zhierarchizowane bowiem tylko w ten sposób nie tracimy kontroli. Jednak stała kontrola siebie, a także otoczenia, jest nie do wytrzymania. Zabiera swobodę oddechu i z biegiem czasu dociera do nas, że coś tracimy, coś nas omija. Być może bezpowrotnie.... Jeżeli pada takie pytanie - sytuacja jest alarmująca!
Czy można więc utracić kontrolę? Poddać się jakiemuś powrotnemu zdziecinnieniu? Odzyskaniu dziecięcego spokoju? Nie tracąc jednocześnie świadomości siebie i wpływu na swoje życie?
Zwitkaczyć się! Poddać obmywaniu duszy! Poprzez swoją świadomą praktykę.

Trzeba utracić kontrole w sposób kontrolowany! Czyli tak, by nie tracić wiedzy o sobie, a zyskać szersze pole widzenia. Nie wyobrażam sobie świata, w którym jest jedynie kontrola, to nienaturalne, to patologia. Dzień przechodzi w noc, tydzień w miesiąc, ten księżycowy nakłada się na słoneczny, lato przechodzi w jesień, rok w dekadę, i tak dalej i dalej... Nas to nie dotyczy? A oddech? To nieustanna przemiana, wdech - wydech... spróbujmy wstrzymać oddech! NO właśnie tak działa nieustanna kontrola... oprócz racjonalnego wdechu (dostarcza tlen) potrzebujemy wydechu – chwila pauzy. Traćmy więc kontrolę w sposób kontrolowany.

Gra w abstrakcję, gdzie każdy ruch jest naszą aktywnością, a następujący po nim ruch partnera jest utratą kontroli! I znów nasz ruch, w którym korygujemy świat na naszą korzyść i znów tracimy kontrolę... Nasz umysł przestaje być racjonalny, pełen jedynie zamierzeń, zmienia swoją pozycję z szeryfa na administratora i przyjaciela wreszcie. Akceptuje zdarzenia i uczy się uczestniczyć w nieprzewidzianym.

Każda organizacja w końcu przegrywa, bo zbyt chciała kontrolować, upada, bo gubi oddech. Utrata kontroli jest racjonalna, bo poddaje nas odnowie, pozwala zobaczyć, co jest poza wąską drogą kontroli, i spojrzeć na drugiego. Na współpracownika jak na siebie samego. Trzeba więc tracić kontrolę w sposób kontrolowany :)) a tracić trzeba, by się oczyszczać ze spraw zbędnych, trudno tworzyć nowe będąc pełnym starego ::))